Screen z filmu Fullmental Alchemist z Netflixa

[RECENZJA] Czy warto obejrzeć ekranizację Netflixa na podstawie mangi Fullmetal Alchemist


Wersja TL;DR (bez spojlerów)

Jak na dwugodzinną ekranizację serii, która ma kilkadziesiąt tomów mangi, 2 alternatywne wersje anime, kilka filmów animowanych, nowelki, gry, OVA i jest jedną z najpopularniejszych na świecie wśród japońskich wytworów to muszę przyznać, że było niezłe. Mimo ucięcia wielu rzeczy i przekręceniu niektórych, żeby miało to ręce i nogi, nie było tragedii jak w amerykańskich wersjach Death Note, czy Dragon Balla.

Wstęp dla tych, którzy nie kojarzą serii (tu już są spojlery)

Fullmetal Alchemist, czyli japoński 鋼の錬金術師 (Hagane no Renkinjutsushi), to seria o braciach Elric w dzieciństwie opuszczonych przez ojca i osieroconych przez matkę, którzy by przywrócić ją do życia skorzystali z zakazanej wiedzy z dziedziny alchemii. Przypłacili to stratą ciała Alfonsa, młodszego z chłopców, oraz ręki i nogi Edwarda. Ed czuje się odpowiedzialny za to co się stało i jest w stanie zrobić wszystko, by przywrócić Alowi jego ludzkie ciało. Zostaje państwowym alchemikiem na usługach wojska i wraz z bratem przemierza kraj w poszukiwaniu kamienia filozoficznego. W dużym skrócie.

Seria jest pełna barwnych postaci, śmiesznych i wzruszających momentów, a fabuła jest rozbudowana i wciągająca. Polecam każdemu, nieważne czy lubi mangi i anime, czy nie, gdyż jest to świetna historia z gatunku przygodowo-fantastycznego.

Ale miałam pisać o wersji filmowej, tak? :D

Co mi się podobało?

Śmieszna była scena początkowa, walka pastora z Reol z Edem. Parę razy się uśmiałam. Film starał się wprowadzać komediowe smaczki, ale w porównaniu z anime było ich malutko. Jednak miło, że się znalazły :)

Wiadomo, że z fabułą musieli pokombinować, żeby zmieścić się w dwóch godzinach, wyszło im to dość sprawnie. Zostawili też furtkę do kontynuacji. Po napisach jest krótka scena dodatkowa, więc poczekajcie do końca, albo przewińcie napisy :)

Efekty specjalne momentami wyglądały dziwnie, ale ogólnie rzecz biorąc ok. Al i chimera Niny były dobrze odwzorowane, wrota prawdy i homunculusy też.

A propo homunculusów. W filmie mamy trójkę: Lust, Envy i Glutony.

Co było według mnie słabe?

Sceny, które w anime wyciskały łzy w filmie były… płaskie. Może przez skrócony czas antenowy, który nie zbudował odpowiedniego napięcia i przywiązania do postaci… Były w porządku, ale nie chwytały za serce.

Rola Ala głównie polegała na powtarzaniu “Niisan, niisan”. Ok, była jeszcze bójka pomiędzy braćmi… Jednak ta braterska więź, która w serii jest tak ważna, tutaj była za mało odczuwalna jak dla mnie.

To jak wystylizowali Winry też mija się z oczekiwaniami. Była za dziewczęca, brakowało w niej tego męskiego pierwiastka rasowego mechanika.

Co do rzeczy wyciętych i brakujących, nie czekajcie na loczka Armstronga i jego rodzinę, rzeźnika Barry’ego, jednookiego Bradleya, May Chang i jej pandę, małżeństwo Curtisów, Pinako Rockbell przypominającą postarzałą małą Mi, Scara, Yao Ling i jego ochroniarzy, czy jeszcze paru mniej lub bardziej wyrazistych postaci.

Czy warto obejrzeć?

To zależy od ciebie, czy lubisz oglądać różne wersje tych samych historii. Mi sprawia frajdę porównywanie serii przedstawianej w różnych mediach. A jeżeli pierwszy raz słyszysz o Stalowym Alchemiku to film może być dobrym wstępem do zainteresowania się tą historią. A później koniecznie obejrz anime albo przeczytaj mangę, bo są dużo, dużo lepsze :D

Moja ocena: 5/10.