Screen z Black z Netflixa

[RECENZJA] Kdrama "Black" - Netflix Originals


Skrót fabuły

Moo-gang wraca z USA do kraju, by zostać detektywem i rozwikłać prywatne śledztwo. Spotyka dziewczynę, która widzi czarne cienie przy ludziach, którzy niedługo umrą, która myli go z jego nieżyjącym, starszym bratem, którego znała w dzieciństwie. Moo-gang zostaje postrzelony w głowę, a do gry wchodzi Ponury Żniwiarz polujący na swojego zbiegłego partnera. Do czego doprowadzi rozkopywanie przeszłości?

Informacje ogólne

“Black” (Hangul: 블랙; RR: Beullaek) to kdrama z 2017 roku o 18 odcinkach, trwających od 1h 10m do 1h 30m.

Gatunek fantasy-thriller, z wstawkami romansowymi i komediowymi.

Główne postacie to:

placeholder

placeholder

placeholder

Link do MyDramaList

Co mi się podobało?

To jak zagrał Song Seung-heon to majstersztyk. Moo-gang i Black to dwie zupełnie inaczej zagrane postacie, nie tylko pod względem wyglądu, ale też zachowania. Przemiana jaką z odcinka na odcinek przechodzi Black jest niesamowita. Z początku zimny i gardzący ludźmi, myślący tylko jak po najmniejszej linii oporu osiągnąć swój cel, z każdym odcinkiem coraz bardziej zbliża się do innych ludzi, odkrywa w sobie nieznane dotąd emocje, zaczynać robić dla innych rzeczy, o których wcześniej nawet by nie pomyślał. Warto obejrzeć choćby dla tej jednej postaci, bo jest naprawdę przecudowna. Skomplikowana, ze świetną historią, wyzwalająca tak wiele emocji… od śmiechu po łzy.

Bardzo podoba mi się też fabuła. Były odcinki, w których do ostatnich minut nie wiadomo było o co chodzi, a główny wątek i odkrywanie tajemnic sprzed 20 lat był dozowany w porcjach. Do końca trzymał w napięciu. Wszystkie małe wydarzenia, które z pozoru nie miały ze sobą powiązania, tworzyły coraz bardziej skomplikowaną układankę, w której płatne morderstwa, łapówkarstwo, tragedie z zawalającymi się budynkami, prześladowani celebryci, przedwczesne śmierci dzieci, były przeplatane bardzo silnymi emocjami.

Sam pomysł Ponurych Żniwiarzy i to jak funkcjonują w świecie też mi się spodobał. Nie chcę spojlerować, więc na tym poprzestane, sami obejrzcie i oceńcie, czy ten pomysł jest ciekawy, czy nie :P

Jak na thriller, w którym śmierć jest motywem głównym, były świetne wstawki komediowe, głównie za sprawą Blacka. Zwłaszcza drugi odcinek, kiedy dopiero co obudził się w ciele Moo-ganga i uciekł w szpitalnym stroju na miasto i nie rozumiał jak się powinien zachowywać jako człowiek :D

Postacie poboczne też były dobrze odegrane, polubiłam zwłaszcza Wściekłego Psa, który był świetnym detektywem, który nie dostał się na wyższe stanowisko przez swoje napady złości i to, że czasem gryzie ludzi jak go wkurzą :D Dwaj żniwiarze, którzy kręcą się wokół Blacka, #007 który ubrany jest w tradycyjny strój z dawnych lat i #416, który nieudolnie rapuje też są miłym dodatkiem.

Muzyka też całkiem dobra, tutaj link do trzech głównych piosenek.

I jak mogłam zapomnieć o openingu, który wygląda niczym wyciągnięty z filmów o Jamesie Bondzie, zobaczcie tutaj.

Co było według mnie słabe?

Zakończenie. Przez 17,5 odcinka oglądałam w napięciu i byłam bardzo ciekawa jak rozwiążą tę zawiłą sytuację i się rozczarowałam. Końcówka była naciągana, po prostu słaba i niesatysfakcjonująca.

Główna bohaterka też mnie irytowała momentami. Black był niesamowity, a ona przy nim taka meh.

Moja ocena: 8/10.

Pomimo słabego zakończenia, które opuściło mi szczenę z żenady, reszta godzin spędzonych z “Blackiem” była cudowna. Polecam bardzo.