Okładka Norwegian Wood

[RECENZJA] "Norwegian Wood" Haruki Murakami - opowieść o trudach wchodzenia w dorosłość


Wprowadzenie

Mam do “Norwegian Wood” duży sentyment. To pierwsza książka Murakamiego, którą przeczytałam. Dobrze pamiętam, jak wypożyczyłam ją z licealnej biblioteki i jaki głód Murakamiego we mnie obudziła.

Poniższą recenzję napisałam lata temu, ale postanowiłam wrócić pamięcią do tej książki, odświeżyć tekst i podzielić się nim tutaj.

Bardzo chętnie poczytam, co Ty myślisz o twórczości Murakamiego :)

Podkład muzyczny do lektury

Informacje ogólne

~~~

“Norwegian Wood” jest wspomnieniem młodości Toru Watanabe. Ułyszany w samolocie cover piosenki Beatlesów pobudza pamięć. Toru wraca do życia na tokijskim uniwersytecie w czasach fali protestów studenckich z roku 1969, opowiada o swoich doświadczeniach ze śmiercią bliskiej osoby i miłością oraz związanymi z tym przemyśleniami.

Jest to poruszająca opowieść o studencie, który w jakiś czas po samobójczej śmierci swojego 17-letniego, najlepszego przyjaciela Kizukiego przypadkiem wpada na jego byłą dziewczynę, Naoko. Zaczynają się spotykać. Toru coraz więcej dowiaduje się o problemach psychicznych dziewczyny. Zbliżają się do siebie. W międzyczasie chłopak poznaje żywiołową, wesołą Midori, która nie raz go zaskakuje. Mimo, że obie dziewczyny są swoimi przeciwieństwami dochodzi do wniosku, że kocha je obie.

Postacie drugoplanowe są bardzo ciekawie przedstawione, np. Komandos (niezwykle schludny i zadbany student kartografii, który zawsze jąka się przy słowie „mapa”, dzieli pokój w akademiku z Toru), Nagasawa (z jednej strony wypowiada zdanie o tym, że „dżentelmen postępuje tak jak powinien, a nie tak, jak ma ochotę”, a z drugiej regularnie chodzi do klubów podrywać przypadkowe dziewczyny na jedną noc, mimo że od kilku lat spotyka się z kochającą go, uroczą i piękną Hatsumi) czy Reiko (kobieta w średnim wieku, ciężko doświadczona przez życie, dzieli mieszkanie w sanatorium z Naoko).

Książki Murakamiego mają to do siebie, że ciężko się od nich oderwać, a gdy przychodzi koniec czuje się niedosyt i chęć powrotu do lektury. “Norwegian Wood” nie jest wyjątkiem od tej zasady. Czyta się ją bardzo przyjemnie, choć lekkim stylem autora opisane są też bardzo smutne i dające do myślenia zdarzenia.

Wiele jest fragmentów, które warte są zacytowania, ale to, co najbardziej utkwiło mi w pamięci to rozmowy pomiędzy Toru a Midori. Podzielę się z wami dwoma spośród wielu ich dialogów:

– A poleżysz obok i przytulisz mnie, póki nie zasnę?

– Dobrze.

Trzymałem ją w objęciach, leżąc na skraju wąskiego łóżka, i parę razy prawie stoczyłem się na podłogę. Przycisnęła mi nos do piersi, położyła ręce na biodrach. Objąłem ją prawą ręką, a lewą trzymałem się ramy łóżka, żeby nie spaść. Nie można było tego nazwać sytuacją sprzyjającą seksualnemu podnieceniu. Pod samym nosem miałem czubek jej głowy i krótko ostrzyżone włosy od czasu do czasu mnie łaskotały.

– Słuchaj, powiedz coś! - poprosiła Midori z głową przyciśniętą do mojej piersi.

– Co mam powiedzieć?

– Wszystko jedno co. Coś, co mnie wprawi w dobry nastrój.

– Jesteś bardzo ładna.

– Midori. Dodaj moje imię.

– Jesteś bardzo ładna, Midori – poprawiłem się.

– Jak bardzo?

– Tak bardzo, jak góry wysokie, a morze głębokie.

Midori podniosła głowę i spojrzała na mnie. – Wyrażasz się naprawdę w unikalny sposób.

– Kiedy tak mówisz, robi mi się błogo na sercu – powiedziałem z uśmiechem.

– Powiedz coś jeszcze milszego.

– Bardzo cię lubię, Midori.

– Jak bardzo?

– Jak wiosennego niedźwiadka.

– Wiosennego niedźwiadka? - Midori znowu podniosła głowę – Jakiego znowu wiosennego niedźwiadka?

– Idziesz sobie sama wiosną po łące, a z naprzeciwka nadbiega śliczny niedźwiadek o aksamitnym futerku i błyszczących oczkach. I mówi: - Dzień dobry, panienko. Może się razem poturlamy? - I objęci spędzacie wesoło cały dzień, turlając się po porośniętych koniczyną górkach. To byłoby miłe, prawda?

– Strasznie miłe.

– I tak właśnie cię lubię.

– Wiesz, na co mam teraz ochotę? - zapytała, gdy się żegnaliśmy.

– Nie mam pojęcia, co ci mogło przyjść do głowy.

– Żeby porwali nas piraci, żeby rozebrali nas do naga, ustawili twarzami do siebie i ciasno związali.

– Po co mieliby to robić?

– To byliby zboczeni piraci.

– Zdaje się, że ty jesteś znacznie bardziej zboczona.

– Zamykają nas pod pokładem, mówiąc, że za godzinę wrzucą nas do morza i do tego czasu mamy się sobą nacieszyć.

– No i?

– Przez godzinę się nacieszamy. Turlamy się, ocieramy o siebie.

– I na to masz teraz największą ochotę?

– Uhm.

– O rany - powiedziałem kręcąc głową.

Prawda, że urocze? Murakami oprócz lekkiego, powieściowego stylu narracji, potrafi też pisać cudowne dialogi.

Od pozostałych książek Murakamiego “Norwegian Wood” różni się pod względem poziomu realizmu. Japoński pisarz bardzo często miesza rzeczywistość z niemożliwością. Lecz w historii Toru próżno szukać gadającego kota lub żyjących w podziemiach metra tajemniczych Czarnomroków. Jest to historia, która mogłaby wydarzyć się w prawdziwym życiu.

Mocną stroną książki jest wszechobecna, jak to zwykle u Murakamiego, muzyka. Co chwila możemy natknąć się na tytuły piosenek, które jeszcze silniej wprowadzają nas w klimat lat 60. i pomagają lepiej poznać bohaterów. Czyż muzyka, której słuchamy, nie oddaje lepiej od słów naszych nastrojów i uczuć?

Moja ocena: 8/10

Bardzo polecam. Książka momentami bardzo smutna i poruszająca ciężkie tematy życiowe, ale po to czytamy powieści, żeby wzbudziły w nas emocje, prawda?

A książkę w wersji kieszonkowej można kupić już za niecałe 10zł przez ceneo. Osobiście bardzo lubię kieszonkowe wersje powieści, wszędzie się mieszczą i można czytać gdziekolwiek się idzie :)