Śmierć komandora tom 1: Pojawia się idea, czyli typowo nietypowa powieść Murakamiego


Wprowadzenie

Haruki Murakami… chyba każdy przeciętny czytelnik słyszał to nazwisko. Może nawet czytał jakąś jego książkę. Ten popularny japoński pisarz ma charakterystyczny styl i sposób prowadzenia narracji. Jego historie zazwyczaj są osadzone wśród szarej codzienności, ale mają w sobie wątki dalekie od znanej nam rzeczywistości, które pozostają niewyjaśnione. Jedni go kochają, inni nie trawią. Nie słyszałam, by ktoś po przeczytaniu pozostał obojętny wobec jego prozy. Ja zaliczam się do grupy jego dozgonnych fanów. Oczarował mnie od pierwszej przeczytanej książki, którą było Norwegian Wood, a póżniej każdą kolejną utwierdzał w tym uczuciu.

A jak jest ze “Śmiercią Komandora”? Czy jest to książka aż tak poruszająca, by zrozumieć zakaz jej sprzedaży ludziom poniżej 18. roku życia w Hong Kongu?

Informacje ogólne

~~~

Malarz, który zarabia dzięki portretom na zamówienie, po 6 latach małżeństwa słyszy od żony, że nie mogą już być razem. Zdziwiony mężczyzna pakuje się i jedzie w podróż po Japonii, by pozbierać myśli. Po jakimś czasie osiada w górskim, odosobnionym domu, należącym do znanego malarza tworzącego w stylu japońskim, który jest ojcem znajomego ze studiów. Żyje z dnia na dzień, prowadząc od czasu do czasu lekcje malarstwa w pobliskim miasteczku. Jednak niedługo cieszy się spokojem. W domu pozbawionym obrazów, znajduje jeden, ukryty na strychu przez właściciela, dostaje zlecenie na portret od tajemniczego mężczyzny o nazwisku Menshiki, w nocy zaczyna słyszeć wśród niezmąconej ciszy dźwięk dzwoneczków… Wszystkie te rzeczy, z pozoru niepowiązane, łączą się coraz bardziej i prowadzą do ucieleśnienia się idei (dosłownie).

Gdybym miała opisać tę książkę jednym zdaniem, napisałabym “Jest to typowa powieść Murakamiego”. Autor użył tu wielu narzędzi i motywów, które pojawiały się w poprzednich jego historiach. Jest mąż zajmujący się domem, który jest wielce zdziwiony, że zostawia go żona. Jest narracja pierwszoosobowa prowadzona przez bezimiennego mężczyznę. Jest coś na kształt studni i schodzenie do niej. Jest opis najzwyklejszej codzienności, gdzie zupełnie naturalnie pojawiają się niecodzienne osoby i rzeczy.

Bardzo podobały mi się opisy o istocie malarstwa. Do tej pory nie zastanawiałam się specjalnie nad trudami zawodu malarza, a widać, że Murakami dogłębnie przemyślał temat. Kiedy tak opisywał jak to jest tworzyć obrazy, miałam wrażenie, że równie dobrze mógłby pisać o tworzeniu powieści. W swym źródle obie te sztuki są bardzo podobne. Można malować/pisać pod klientów/czytelników, żeby skupić się na zarabianiu. Albo powoli wyciągać z podświadomości, to co głęboko siedzi schowane.

A jeśli mówimy o twórczości Murakamiego, nie mogło zabraknąć muzyki! Górski domek jest wyposażony w płyty z nagraniami operowymi i dobry sprzęt grający. Najczęściej pojawiają się nawiązania do opery Mozarta “Don Giovanni”, która wydaje się głównemu bohaterowi inspiracją do znalezionego na strychu obrazu “Śmierć Komandora” i przewija się też w jego rozmowach z Menshikim.

Oprócz nawiązań muzycznych są też wzmianki o “Alicji w Krainie Czarów”. Ciekawie Murakami opowiada o tym w wywiadzie do New Yorkera (jest po angielsku). Jest też wspomniany Franz Kafka.

Zastanawia mnie, co wzbudziło takie oburzenie w Obscene Articles Tribunal w Hong Kongu, że oznaczyli “Śmierć Komandora” jako “indecent”, czyli niestosowną. Wiąże się to z zakazem sprzedaży osobom niepełnoletnim i obowiązkiem ukrywania okładki w księgarniach. Ilość popijanej whisky single malt, czy seksu z kochankami nie przekracza poziomu tego, co można znaleźć w innych powieściach Murakamiego. Rozmowy 13-latki o rozmiarze sutków, czy męskich siusiakach też specjalnie mnie nie zdziwiły, dzieciaki interesują się różnymi rzeczami w wieku dorastania. Chyba ciężko mnie zgorszyć :D Tego typu opisy wydają mi się idealnie pasować do naturalności świata przedstawionego przez Murakamiego. Obscene Articles Tribunal dodał masę szumu wokół tej powieści, nie tylko w Hong Kongu, więc może i na dobre wyszło.

Tom pierwszy “Śmierci Komandora” to świetny wstęp do dalszych wydarzeń. Mamy przedstawione postacie i świat, w którym przyszło im się poruszać. Postawione są pytania, na które, mam nadzieję, drugi tom da choć częściowe odpowiedzi.

Powieść jest osadzona w czasach współczesnych, ale gdyby nie wspomnienie Facebooka, czy Starbucksa w kilku miejscach, równie dobrze akcja mogłaby dziać się kilkadziesiąt lat temu. Murakami ma już swoje lata (urodził się w 1949, więc kiedy pisał tę powieść miał około 67 lat) i jego opis współczesnego świata jest mało współczesny ;) W niczym to, oczywiście, nie przeszkadza, ja bardzo lubię świat, jaki przedstawia Murakami.

Co do jakości wydania, wydawnictwo Muza trzyma poziom poprzednich książek. Znalazłam ze trzy literówki, typu “placem” zamiast “palcem”, czy “przez” zamiast “przed”, poza tym, nie mam do czego się przyczepić ;)

Moja ocena: 7/10

Książka jest dobra, ale jest tylko bardzo długim i rozbudowanym wstępem osadzającym czytelnika w historii. Czekam z niecierpliwością na kolejny tom, który ma być już w listopadzie!